Rodzice mają kłopot. Już teraz wniosków o przyjęcie dzieci do miejskie przedszkole jest więcej niż miejsc. A przyjmowanie kart, które składają chętni jest dopiero na półmetku.
Jaś, który już jest przedszkolakiem lub wychowuje go tylko mama, ma większe szanse na miejsce w miejskiej placówce niż Jaś z pełnej rodziny, który dopiero od września chce zostać przedszkolakiem
(Fot. MACIEJ KACZANOWSKI)
Na dzieci w wieku od 3 do 6 lat czeka 7448 miejsc w publicznych przedszkolach prowadzonych przez miasto.
- A dzieci w tym wieku jest ponad 12 tysięcy – informuje Barbara Czołowska, zastępca dyrektora Wydziału Oświaty i Wychowania w lubelskim Urzędzie Miasta. Ratusz twierdzi, że zestawienie tych dwóch liczb nie musi od razu oznaczać, że zabraknie miejsc w miejskich przedszkolach.
- Bo nie wiemy, jak wielu rodziców zechce tam posłać swoje dzieci – mówi Czołowska. – W razie potrzeby jesteśmy w stanie utworzyć dodatkowe przedszkole, w których znajdzie się miejsce dla 160 dzieci.
W Przedszkolu nr 15 przy Bohaterów Monte Cassino już teraz leży 55 kart, choć miejsc będzie tylko 50. – A jeszcze nie wszyscy rodzice naszych stałych przedszkolaków złożyli dokumenty – przyznaje Małgorzata Bartoszewicz, dyrektor placówki.
I zapewnia, że ci, którzy już teraz posyłają dzieci do jej przedszkola nie muszą się obawiać, że dla ich pociech zabraknie miejsca. – Te dzieci będą przyjmowane w pierwszej kolejności – obiecuje Bartoszewicz.
- Kolejność zgłoszeń nie ma żadnego znaczenia. Do 30 kwietnia każdy z rodziców ma drzwi otwarte. Po tym terminie karty zgłoszenia nie będą przyjmowane – mówi Agnieszka Kukawska-Żydek, dyrektor Przedszkola nr 25 przy al. Warszawskiej.
O przyjęciu do przedszkola decydować będzie komisja rekrutacyjna, która w pierwszej kolejności przyjmować ma te dzieci, które już wcześniej uczęszczały do tej placówki. – Pod koniec okresu rekrutacji pytamy rodziców dzieci uczęszczających do naszego przedszkola czy jest to przeoczenie, że jeszcze nie złożyli karty, czy też po prostu rezygnują z naszych usług – dodaje dyrektor.
Podobnie jest na Czechowie. – Mamy bardzo dużo zgłoszeń trzylatków. Myślę, że ze trzy razy więcej, niż będziemy mieli dla nich miejsc. A nabór jest dopiero w połowie – przyznaje Marianna Kamińska, dyrektor Przedszkola nr 56 przy Kurantowej. – Tak jest wszędzie.
Komisje, które będą rozstrzygać, które dziecko przyjąć do przedszkola będą miały ciężkie zadanie. Kryteria wyboru są jasno określone. Pierwszeństwo mają m.in. samotne matki. – Ale jest ich tak dużo, że nawet dla ich dzieci może u nas zabraknąć miejsc – dodaje Kamińska.
